Wednesday, December 5, 2007

Starcie tytanów - opowiadanie

Zapraszam do lektury opowiadanka Marcina Korzenieckiego opisującego niecodzienne wydarzenie na wschodzie...

STARCIE TYTANÓW



Janek, klucząc między drzewami, dotarł wreszcie do podnóża góry. Miał tu swoją kryjówkę na trudno dostępnej półce skalnej. Góra Zborów nieraz udzielała schronienia polskim partyzantom. Chłopak musiał uciekać z pobliskich Kostkowic, jak tylko dowiedział się o nadchodzących Rosjanach. Ledwie zdążył. Żołnierze imperium przetrząsali każdy dom we wsi. Dobrze, że chłopak cały rynsztunek trzymał w lesie.

Wdrapał się po skałach do niszy ukrytej wysoko za załomem skalnym. Jeśli nie będzie palił ognia, nikt go tu nie znajdzie, za to on ma dobry widok na okolicę. Z niepokojem spojrzał na północny zachód. Szosą od Żarek jechała kolumna samochodów pancernych. Chłopak znał pomruk tych silników. Co robiła Rzesza w tej okolicy?!

Prędzej czy później natkną się na Rosjan i wybuchnie regularna bitwa. Janek sięgnął po nadajnik satelitarny, ale zaraz się powstrzymał. Nie miał żadnych urządzeń do szyfrowania, a słyszał, że niemieccy zwiadowcy zostali wyposażeni we wszczepy przechwytujące i zakłócające sygnały.

Nie warto ryzykować.

Nagle od strony Kostkowic dał się słyszeć krzyk i szum. Rosjanie podpalili kilka domów, a potem bezwładną kupą ruszyli w las. Jasne punkty pochodni wyraźnie zbliżały się w stronę góry. Tymczasem na szosie, w okolicach Podlesic, zatrzymały się samochody i zaczęły z nich wyskakiwać cienie również zagłębiające się między drzewa. Janek przestraszył się nie na żarty. Najwyraźniej do bitwy dojdzie właśnie na górze Zborów. Siedział zdenerwowany, zastanawiając się, co robić. Jedynym rozsądnym wyjściem jakie mu zostało, to dobrze się ukryć.

Do niecki pod kryjówką chłopaka wkroczyli pierwsi żołnierze mateczki Rosji. Przygarbieni, pomagający sobie w chodzeniu rękami, bardziej przypominali szympansy niż ludzi. Rozproszyli się po okolicy, zaglądając każdy kąt. Na szczęście nie wspinali się na wyższe partie skał. Janek słyszał, że w laboratoriach czerwonej gwiazdy tworzono hybrydy, mieszając geny ludzkie ze zwierzęcymi. Zaczynał wierzyć opowieściom.

Za zwiadem wkroczył oddział przerośniętych ochroniarzy. Każdy wyglądał jak góra mięśni i futra. Wnieśli w lektyce grubego Rosjanina. Wódz leniwie pociągał z butelki, od czasu do czasu zaciągając się cygarem. W lesie wyraźnie było słychać pozostałe jednostki zabezpieczające teren.

Z drugiej strony na polanę wkroczył oddział Niemców, błyskawicznie zajmując najlepiej osłonięte pozycje. Żołnierze zwiadu, zmieniając i skalując soczewki, przeczesywali teren. Po chwili do niecki wbiegł kolejny oddział cyborgów. Ustawili się w szpaler, mierząc dookoła z tytanowych Mauserów. Środkiem przeszedł wysoki blondyn. Władczym wzrokiem omiótł okolicę, zatrzymał wzrok na wodzu mutantów. Niemiec lekko skinął głową.

-Sasza.

-Jurgen – odpowiedział Rosjanin, podnosząc butelkę.

Stała się rzecz dziwna: przedstawiciele największych mocarstw, zamiast rozpocząć walkę, rozproszyli się po terenie, zostawiając pusty plac na środku. Żołnierze obcych armii wymieszali się i rozsiedli pod skałami. Mutanci dzielili się wódką z cyborgami.

Janek żałował, że nie może tego rejestrować. Od strony lasu rozległ się ryk, spomiędzy drzew wybiegł ciemny kształt. Cztery łapy zakończone szponami, zmierzwione futro, wydłużony pysk i kły zdolne kruszyć kości. Pół człowiek, pół niedźwiedź stanął na tylnych łapach i zaryczał.

W odpowiedzi zadrżała ziemia. Z przeciwnej strony na plac wkroczył potężny cyborg. Jego nogi miały przestawne stawy, siłowniki hydrauliczne pracowały niemal bezgłośnie, gdy maszyna się poruszała. Ramiona zakończone chwytnymi kleszczami cięły powietrze. Na szczycie opancerzonego korpusu tkwiła ludzka głowa. Prawie ludzka, bo zniekształcona plątaniną wystających przewodów i wszczepów.

Dwie istoty stanęły naprzeciwko siebie. Pół ludzka i pół mechaniczna. Jedna z wypaloną w futrze gwiazdą, druga z cybernetycznym jastrzębiem na pancerzu. Powietrze zgęstniało, kiedy runęli na siebie.

Przez następną godzinę Janek oglądał najbardziej krwawy spektakl w życiu. Cyborg z mechaniczną precyzją wymierzał ciosy we wrażliwe punkty przeciwnika. Mutant działał instynktownie, koncentrował się na ataku, przyjmując z podziwu godną wytrwałością ciosy przeciwnika. Publiczność reagowała żywo. Rosjanie krzyczeli, wyli, skowyczeli. Niemcy co chwila zrywali się, by oddać salut, lub strzelali krótkimi seriami w niebo. Po godzinie emocje wyraźnie opadły. Pół niedźwiedź miał mocno skrwawione futro i powłóczył paskudnie wykręconą łapą. Cyborgowi brakowało koordynacji w ruchach. Oderwany pancerz leżał w pyle, pozrywane przewody razem z wnętrznościami wylewały się z jamy brzusznej. Oba monstra zwarły się w ostatnim uścisku i poległy.

Hałasy ucichły, wrogie oddziały zabrały swych gladiatorów i na powrót stanęły po obu stronach placu.

Zniknął entuzjazm, wróciła czujność.

-Do zobaczenia, Sasza – blondyn uniósł dłoń.

-Za miesiąc – skinął Rosjanin.

Godzinę później nie było śladu ani po czerwonych, ani po czarnych. Janek wczołgał się głębiej do kryjówki i legł na prowizorycznym posłaniu. Odczeka kilka dni i ruszy lasami do Zawiercia. Założył ręce za głowę i zaczął się zastanawiać, jak wykorzystać to, co zobaczył, dla dobra Rzeczypospolitej.

A był pewien, że nabytą wiedzę da się wykorzystać.



Marcin Korzeniecki

13 comments:

Nimsarn said...

Ciekawe ludzkie/swojskie opowiadanko. Przy okazji rzuciło nieco światła na przeciwników RPO.
Pytanie, z jakiego okresu wojny pochodzi?

A tym razem nie będę nic przepowiadał. Widać moje przepowiednie się spełniają 8I

Sasha said...

Fajne. Klimacik jakiś, taki ma w sobie. Z niecierpliwością czekam na RPO.
Rosjanie tak jak zwykle dla mnie wyglądają zacofani, ale masa. Mutanci, jakoś tak do nich pasuje.

Grzegorz (Fenrir) Wieczorek said...

Hmm... Rosja wyszła kiczowato (małpiszony z wypalonymi gwiazdami - mało klimatu jak dla mnie)... Wolałbym zło rosyjskie wcielone w bardziej undedowym stylu. Dla mnie klimatem jest gdy strzela się do zmutowanego kompana, którego się zostawiło na polu bitwy... Dla mnie robienie z nich szympansów jest średnie.
za to jest -1

Samo opowiadanie może być.

Drugi ribentrop-mołotow (czy jak to się tam pisze).
Dla mnie to sztuczne i to strasznie - łączenie mutantów z cyborgami. Wolałbym żeby byli wrogami. Psuje to moim zdaniem koncepcje RPO jako całości.
Osobiście -1 za ten pomysł. Jaki mają w tym cel. Jedni i drudzy wyznają zupełnie inne idee.

W sumie -2 za jedną notkę... hmm - czyżby RPO schodziło na złą stronę drogi.

Paweł said...

Mialem nie komentowac, ale skoro Fenrir sie wpisal...

Jak dla mnie opowidanie jest straszne. Najlatwiej pojsc po najbardziej prymitywnych stereotypach i zrobic z gry parodie.

Jak dla mnie RPO przestala byc gra wojenna. Teraz to skrzyzowanie Czterech Pancernych z Jak rozpetalem II wojne z Paranoja i Toons.

Marcin Korzeniecki said...

Spokojnie panowie. Jest to opowiadanie fanowskie, co oznacza, że napisałem własną interpretację opierając się zarysach systemu RPO. Twórcy RPO niekoniecznie muszą podzielać moją wizję, ale opowiadanie przyjęli (za co im dziękuję). Myślę, że system, jak już zostanie ukończony zaskoczy niejednego z Was. Zaskoczy pozytywnie.

Grzegorz (Fenrir) Wieczorek said...

Ja tam takim optymistą nie jestem. Skoro przyjęli i opublikowali, znaczy się, że stało się to częścią systemu. No a taka wizja nie zaskakuje mnie pozytywnie. Na razie Mutoruś - nie jest tym czym po niej oczekiwałem. Wydawnictwo nie podsyła jak na razie nic co by mnie zadowalało :P (nic nie poradzę, że jestem egocentryczny - że są ludzie, którym podoba się strzelanie do małpiszonów i małpowanie ribentropa, to ich sprawa, jak dla mnie za dużo tutaj widzę motywów na siłę) Tak więc ja postoję i popatrzę i póki co podziękuję...

Paweł said...

Samo opowiadanie jest ok, jako ot, opowiadanie. Jednak, jezeli Mutorus (mam nadzieje, ze chociaz nazwe wreszcie zmienili) bedzie wygladc tak samo w podreczniku (a poki co sporo wskazuje, ze tak bedzie) to ja na pewno gral w to nie bede. Do poczytania fajne, jako gra - dla mnie za plytkie, lubie jednak jako taki realizm geopolityczny i doktrynalny. A rewolucja malpiszonow jakos mi sie nie widzi. Mutanci sa ok, ale jak beda dobrze przemyslani i wpasowani w klimaty wschodu.

Paweł said...

Swoja droga - czy tylko ja mam wrazenie, ze Portal na odczepnego daje nam opowiadanie zamiast porzadnej notki? Takie opowiadanko byloby ciekawym bonusem, ale jako pelnoprawny wpis zasluguje na... hmmm... kolejne obsobaczenie Wydawnictwa. A mialo byc co tydzien. A mialo sie skonczyc olewanie fandomu. Ale oczywiscie ja pewnie naleze do "polskich mend"...

multidej said...
This comment has been removed by the author.
multidej said...

Jak napisał Marcin - opowiadanko zostało zainspirowane tym, co o świecie RPO wiadomo i jest na jego temat luźną, niesprzeczną wariacją.

Ja osobiście traktuję je nie jako wykładnię, ale jako inspirację.

Grzegorz (Fenrir) Wieczorek said...

multidej jeśli można prosić - rozwiń swoją myśl. Sprecyzuj dokładniej co znaczy "luźna wariacja" a co znaczy "niesprzeczna wariacja". Innymi słowy co tam jest własne a co z RPO.
Przede wszystkim:

1) Ribbentrop ?
2) Ruskie koczkodany ?

multidej said...

Fenrir - stałeś się strażnikiem nieistniejącej erpeowej ortodoksji. ;) Mam wrażenie, że Twoje (i nie tylko) krytyczne szkiełko i oko wystraszy każdego, kto jeszcze będzie chciał cokolwiek do RPO napisać. Aż się, normalnie, sam boję tu odzywać :)

Nie będę analizował, co jest koszerne, a co bluźniercze. Opowiadanko jest lekkie, przyjemne i w klimacie - i o to chodzi.

multidej said...

Aha:
1) Ruscy nie mają antypolskiego paktu ze Szkopami
2) Ruskich mutków jest jak lodu na Syberii - tak względem liczby, jak i rodzajów