Sunday, January 13, 2008

Było ich pięciu, potem dwunastu...*

Świat RPO daje się streścić do jednego słowa – wojna. Bohaterowie graczy to ludzie, których życie kręci się wokół niej, przez nią zostało ukształtowane i to ona jest głównym motorem tego wszystkiego, co im się przydarza. Dlaczego nie powiem po prostu – bohaterowie są żołnierzami? Bo oczywiście nie tylko żołnierzami grać w RPO można. Bezpośrednio odzwierciedlone zostało to na etapie tworzenia postaci. Wówczas to wybieramy profesje z jednej z dwóch grup – żołnierzy lub cywili. Każda z nich zawiera** po kilkanaście profesji ze swoimi unikalnymi cechami. I o ile profesje żołnierskie to głównie standardowe pozycje obowiązkowe wszelkich gier wojennych (a więc zwiadowca, snajper, gość od ciężkiego wsparcia, itp.), o tyle te cywilne umożliwiają stworzenie dowolnego bohatera żyjącego na co dzień raczej poza linią frontu. A przynajmniej nie objętego zwierzchnictwem MONu.

Jednocześnie w RPO nacisk położony jest na granie drużynowe (w sensie - „oddziałowe”). Dość naturalnie wynika to z strukturalizowania armii – to jedna z odpowiedzi, która sama wyskoczyła, gdy zadaliśmy sobie pytanie „Co składa się na system militarny?”. Od strony mechanicznej wygląda to tak, że jeśli tylko gracze dogadają się, by stworzyć oddział, dostają pewne bonusy, które to nagradzają. Z kolei od strony świata gry wiadomo, jakie jest miejsce drużyny w świecie, jej pozycja, cele, itp. A mistrz gry wie po prostu, w co gracze chcą się bawić. Plusów oddziałowego grania jest więcej – po prawdzie całe mnóstwo: napędza ono kampanie, ułatwia mistrzowi gry prowadzenie a graczom odgrywanie, umożliwia wprowadzenia w sesję szeregu trików, ustanawia ogólne reguły i granice rozgrywki – jednym słowem sprawia, że wszystko się kręci sprawnie i... z klimatem, takim, jaki chcemy osiągnąć. Podsumowując: w RPO gra się drużynowo.

Choć rzecz wynika z wojennego charakteru gry i zdaje się dotyczyć przede wszystkim bohaterów-żołnierzy, nie traci aktualności w przypadku drugiej wielkiej grupy bohaterów graczy - postaci cywilnych. System w dalszym ciągu sugeruje, żeby bohaterowie-cywile także zbierali się w kupy. Może to być szajka przemytników regularnie szmuglująca co popadnie. Może gang albo komórka mafii. Może zwykła banda w obozie dla uchodźców albo grupa agentów korporacji od zadań specjalnych. Może cokolwiek innego. Ważne, że jest coś, co organizuje drużynę, nawet jeśli złożona jest z przedstawicieli różnych profesji.

RPO nie przepada za aspołecznymi indywidualistami, za mrocznymi, ciemnoelfowymi odludkami snującymi się z niewiadomych powodów za drużyną. Za luźnymi, kompletnie niedopasowanymi przybłędami z czterech stron świata. RPO jest obojętna wobec bohaterów, którzy wrzuceni zostali do jednego kotła, fabularnie sponiewierani i – po tym wszystkim – rozeszli się bez „cześć” czy choćby „sp’dalaj”. W RPO chodzi o to, żeby ci indywidualiści, odludki, samoluby i inne jednostki chronicznie aspołeczne jednak spiknęli się w drużynę z prawdziwego zdarzenia. Nie chodzi o uniformizację i wypranie z indywidualnego koloru. Chodzi o drużynowe granie.

Oczywiście nikt nie zabroni rozgrywania po prostu ciekawych przygód zwykłych (albo niezwykłych) ludzi, bez jakiegoś szczególnego zorganizowania. Każdy gra, jak mu się żywnie podoba. Jest niewątpliwą przyjemnością odsunąć czasem na bok elementy charakterystyczne dla danej gry. Pobawić się na przykład w Warhammerze w zwyczajne, niby-średniowieczne życie bez wielkiego udziału kultystów, Chaosu i wszechobecnych szczuroludzi. Albo w Zewie Cthulhu przez całe kampanie nie zobaczyć nawet cienia macki. I w RPO nie ma żadnych przeciwwskazań, by rozgrywać trudy i przeciwności życia na tyłach, z dala od bomb, szturmów i krwi. By rozegrać zwyczajną przygodę-kryminał czy pobawić się w erpegowe Simsy. I – wracając do kwestii drużyny – by bohaterowie trzymali się razem nie z jakiegoś konkretnego powodu, ale – jak to nieraz bywa – wskutek dość przypadkowego połączenia machinacji mistrza gry, ogólnej chęci zabawy i skutkiem dogadania się postaci podczas pierwszego ich spotkania.

Ku chwale Odrodzonej!

_____________

* „...więc założyli klub pederastów” – tak to było?

** Ok., słuszniej byłoby napisać „zawierać będzie”, a i to raczej „prawdopodobnie” i „z tego, co wiem” – ostateczna lista profesji nie jest jeszcze i pewnie do samego końca nie będzie zamknięta.

6 comments:

Ysabell said...

Wszystko pięknie - koncepcja fajna i takie tam, tylko ciekawa jestem jak to wyjdzie mechanicznie...?

Mam nadzieję, że równie interesująco...

Paweł said...

Wlasnie, mnie tez interesuje jak mechanicznie RPO bedzie wspierala sesje druzynowe. Sam pomysl swietny, "albo jestes z nami, albo spierdalaj, nikt cie tu nie bedzie tolerowal twoich fochow" :) Fabularnie ok, jednak bez mechanicznego wsparcia wszystko bierze w leb.

Grzegorz (Fenrir) Wieczorek said...

O drużynowości było już wspomniane na blogu. Chwali się pomysł - rozwiązań mechanicznych też byłbym ciekaw. Ale bardziej świeżych informacji bo poza informacjami o kilkunastu profesjach tu i tam nic nowego nie przeciekło - a szkoda. Trzeba mówić o czymś co zaciekawi i przedstawi świat. A nie w koło macieju o tym samym... Jak ostatnie notki mi się podobały to ta średnio...

Ps. nie to żebym marudził ale "A nie mówiłem!" Prosiłbym więc by w następnej notce Portal określił się co rozumie pod pojęciem tygodnia. :D Żartuję sobie oczywiście ;-)

Pss. tak na prawdę chętnie bym przeczytał o innych zagrożeniach w polsce - mafia, potwory z bałtyku, zbuntowani oficerowie? Albo o tym jak to jest, że polska walczy na 2 fronty i na jednym wygrywa na drugim przegrywa, oraz dlaczego nie wycofamy wojsk od ruskich?

Farindel said...

Koncepcja fajna, jednak ma sie wrażenie że gdzieś juz wspomniana ;). Mechaniczne rozwiązania myśle ze będą tu kluczem. Ale pewnie poczekamy sobie na ten klucz...

multidej said...

Faktycznie - pewnie już ktoś o tym pisał. Ale nie ja ;) A ostatnio mi ta drużynowość RPO leży na wątrobie, więc o niej, a nie o czymś innym.

To, że piszę "co", ale nie "jak", jest zabiegiem celowym.

Fenrir: Jeśli piszę "w tym tygodniu" 9-go środę, a notkę zamieszczam 13-go w niedzielę, to jest to, zdaje się, zupełnie klasyczny "ten tydzień" ;)

Grzegorz (Fenrir) Wieczorek said...

Przepraszam. Zalatany jestem ostatnio, patrzyłem w niedziele koło południa i nic nie było. Później poniedziałkiem się pojawiło. Moja wina ;-)... Tak czy siak czekam na jakiś blog, który mówi coś więcej poza znanymi już ogólnikami. System jest tak spóźniony i tak w dalszym ciągu niewiadomy... Jak na produkt praktycznie u końcu produkcji powinien być znacznie bardziej wyjaśniony.